Everest Base Camp Trek – przygotowania

utworzone przez | Kwi 9, 2014 | Everest Base Camp Trek | 0 komentarzy

Przygotowania…

Jakiś czas temu odebrałem telefon od mojej znajomej ze strefy spadochronowej. Zadzwoniła z  takim niemalże codziennym pytaniem: „ chcesz iść pod Everest?” No i już byłem „złapany”, puls przyspieszył a na twarzy pojawił się mimowolny uśmiech. Oczywiście zadałem kilka dodatkowych pytań ale w środku wiedziałem już że po prostu- idę tam. Mimo że mózg momentalnie podsunął mi sto powodów dla których iść nie mogę, a przynajmniej nie powinienem- że przecież są obowiązki, że nie można się tak zrywać i wszystkiego olewać- słowem jak to mózg. Szczęśliwie zazwyczaj wystarczy go uciszyć tylko na czas niezbędny do podjęcia decyzji, czyli raptem kilka sekund.

Postanowiłem że zamierzam nie tylko doświadczyć wszystkiego co oferuje taka przygoda, ale również możliwie dużo udokumentować i podzielić się tym co mnie spotka…

Ustaliłem co następuje:

Pomysł

był taki by na piechotę przejść z miejscowości Lukla (2840 m. n.p.m.) aż do słynnego wniesienia Kala Patthar (5550 m. n.p.m.). Trasa prowadząca do Everest Base Camp to najsłynniejszy i prawdopodobnie najpiękniejszy trek na naszej planecie. Prowadzi śladami pierwszych zdobywców aż do słynnej bazy pod Everestem.

 

Ekipa

do której miałem dołączyć to licząc ze mną dwanaście niezwykłych osób. Część z nich to członkowie TOPR’u,  część to byli komandosi i członkowie służb specjalnych, część to businessmani i podróżnicy. Wszystkich łączy umiłowanie wolności, chęć przekraczania własnych barier oraz niezwykły głód poznawania świata i doświadczania własnego życia. Prawie wszystkich bo dziewięcioro z nas łączy również miłość do spadochroniarstwa.

Trasa

jest stosunkowo łatwa pod względem technicznym. Zero wspinaczki. Jednak ze względu na duże wysokości wymaga dobrej kondycji i aklimatyzacji.

 

I właściwie tylko tyle wiedziałem zabierając się do tematu.

Co dalej…

Dalej nastały miesiące przygotowań, tygodnie ustalania co jest niezbędne i całe dni kompletowania potrzebnego wyposażenia. Szczęśliwie od Tomka i Kasi, Którzy stworzyli przygodowy zespół „Sky Tatra Team” dostałem magiczną check-listę zawierającą spis tego co do zabrania. Potem wystarczyło ich ponękać telefonem (jakieś 30 razy dziennie) by upewnić się że dobrze zrozumiałem check-listę i na pewno właśnie oglądam w sklepie to co powinienem i jakoś udało się zebrać wszystko. Co za ulga kiedy ostatni drobiazg typu pomadka z filtrem UV jest i czeka tylko na spakowanie. Pakowanie tego to już inna kwestia ale  ku mojemu zaskoczeniu, jakoś się udało. W noc przed wylotem byłem tak podekscytowany że prawie nie spałem. Nie mogłem się już doczekać początku tej niezwykłej wyprawy… juz za kilka godzin rozpocznie się to do czego szykowałem się kilka miesięcy! Nareszcie! Kolejny wpis będzie już fragmentem  dziennika z podróży…