Everest Base Camp Trek- Dzień 2

Namche Bazar 3440 m.n.p.m.

Zrobiliśmy dziś osiemset metrów przewyższenia. Szliśmy łącznie siedem godzin. Przepiękna trasa! Co więcej napisać? Niestety ciężko jest skupiać się na czymkolwiek innym niż samopoczucie, kiedy jest się chorym. Trasa, mimo wielu stromych podejść, nie wydaję mi się bardzo męcząca i gdybym był w normalnej formie zapewne nie była by wielkim problemem. Ale chciałem wyzwań- to mam ;) No nie ?!

Myślę że udało mi się dziś zrobić kilka dobrych a przynajmniej ładnych zdjęć. Ludzie tutaj są cudowni. Z uśmiecham na ustach
każdy mijający cię tragarz mówi Namastee. Dzieci, które fotografowałem, oblazły mnie ze wszystkich stron kiedy pokazywałem im ich portrety. Z zachwytem i radością dostępną tylko najmłodszym, gestami prosiły o więcej i zaczynały pozować. W tym czasie stojąca w drzwiach pobliskiej chałupy staruszka (zapewne ich babcia), uśmiecha się zadowolona szczęściem wnucząt i pozdrawia mnie życzliwym namastee z radością na twarzy. Pokonaliśmy kilka niezwykłych mostów linowych. Dziś wiszą już na linach stalowych ale jeszcze kilka lat temu, trafiały się podobno drewniano-liniaste.

Teraz siedzę już w „schronisku”(choć to słowo nie oddaje tego czym miejsce naszego noclegu jest), w towarzystwie prawie wszystkich członków wyprawy i jest bardzo przyjemnie.  Grupa jest fajna i choć już widać, że każdy ma jakieś swoje przywary, to jak na razie jest ok i wszyscy się dogadują.  Czuję że antybiotyk działa i choć sam nie wierze że to piszę (jestem przeciwnikiem antybiotyków) – nie mogę się doczekać kolejnej dawki bo nadal nie jest super, cóż… wyjątkowe i niecodzienne okoliczności wymagają niecodziennych zachowań. Lekka gorączka chyba nadal nie przeszła i mam tylko nadzieję, że dzisiejsza noc przyniesie mi nieco dobrego, leczniczego snu…