Everest Base Camp Trek- Dzień 6

utworzone przez | Kwi 19, 2014 | Everest Base Camp Trek | 0 komentarzy

Pheriche 4240 m.n.p.m.

Dzisiejszy poranek przywitał nas temperaturą minus trzy stopnie w pokoju, oraz przepięknym mrozowym malowidłem na okiennej szybie. I choć teraz świeci piękne słońce, zaległy wczoraj śnieg spowodował, że zostajemy tu dzisiaj na dzień aklimatyzacji. Śniegu nie jest bardzo dużo- może dziesięć centymetrów, jednak powstała obawa, że szlak może być śliski. Osobiście wolałbym mimo wszystko iść dalej, ale nie dyskutuję i słucham bardziej obytych.

W związku z takim rozwojem sytuacji, przytargałem śpiwór do sali głównej (kozę rozpalą i tak dopiero wieczorem) nakryłem nim nogi, siedzę i piszę. Jest w tym coś przyjemnego… spokój i cisza. Obok mnie siedzi część ekipy. Nasza rozmowa dotyczy tego kto dziś zamierza się „wykąpać”.  Ktoś mówi: Ja na pewno.  Ktoś inny:  Ja się umyję jak rozpalą kozę.  Jeszcze ktoś rzuca: Ja jeszcze zobaczę, ale na pewno obetnę dziś pazurki! I na to hasło wszyscy wybuchają śmiechem. Niesamowite jak bardzo zmieniają się tutaj priorytety. Zadaniem na dziś może być np. „obcięcie pazurków”. Jest fajnie.  Co jakiś czas zaskakuje mnie fakt, że mój oddech paruje, mimo że znajduję się wewnątrz pomieszczenia. A skoro już o pomieszczeniu mowa: wszystko tu zbudowane jest z płatów sklejki, wnoszonych na plecach tragarzy. Oczywiście zero ogrzewania. Pokoje pozbijane są z kilku takich płyt, zresztą niezbyt szczelnie. No ale jest możliwość skorzystania z usługi „hot shower”, która warta jest 500 rupii. Polega na tym, że dostajesz do swojej dyspozycji wiadro gorącej wody. Osobiście nie skorzystałem, bo co z tego że woda jest gorąca, skoro stoisz w minus czterech i momentalnie po schlapaniu się wychładzasz.

Musze powoli Kończyc, bo idziemy na spacer w ramach pobudzania ciała do aklimatyzacji. Jeszcze słowo o kondycji: Jest super. Wyzdrowiałem całkowicie i jak na ironię, im jest wyżej, tym czuję się lepiej. Nawet ból głowy przeszedł i dziś w końcu obeszło się bez tablety. Aklimatyzuję się chyba nieźle i wychodzi na to, że wcześniej po prostu przeszkadzała mi choroba. Boże dzięki że wyzdrowiałem!!!!

Teraz spadam, bo śmierdzi tu paliwem opałowym, mimo że wcale nie palą…