Everest Base Camp Trek-Dzień 11

utworzone przez | Maj 7, 2014 | Everest Base Camp Trek | 0 komentarzy

Phakding 2600 m.n.p.m.

Co Dziś? Dziś było nieco cieplej więc udał mi się nieco wyspać. Wyruszyliśmy w drogę dopiero po obiedzie, bo dzisiejszy odcinek był raczej krótki. Pół dnia kręciliśmy się po Namche Bazar, robiąc zakupy i szukając pamiątek. Po obiedzie, w końcu zarzuciliśmy plecaki na Plecy i ruszyliśmy w drogę. Fajny etap, bo już ciepło i w miarę zielono, wszędzie unosi się rozkoszny zapach lasu. Mijamy też niesamowicie wielkie drzewa magnoliowe o kwiatach wielkości piłki koszykowej- nie wiedziałem, że takie w ogóle rosną.

Na tej wysokości szlak pełny jest dzieci, które bardzo chętnie pozują do zdjęć. Czasem próbują ci w zabawie zabrać kij trekkingowy, często się śmieją i prawie zawsze proszą o czekoladę krzycząc: „chocolate, chocolate”. Niestety zachodni turyści zwykli rozdawać właśnie czekoladę wprowadzając tym samym próchnicę w góry Nepalu. Tutejsi ludzie nigdy wcześniej nie mieli problemów z zębami, bo i skąd mieli by je mieć. Nie ma tu przecież fabryk z batonikami czy cukierkami i przetwarzanej żywności. Niestety nie ma też właściwie dentystów, bo nigdy nie byli potrzebni! Zatem jeśli wybierasz się w Himalaje Nepalu; proszę wykaż się pomysłowością i przygotuj coś bardziej pożytecznego niż czekolada, która zepsuje tym uroczym dzieciom zęby!  Ja podążając za sugestiami Sky tatra Team, zabrałem mnóstwo kolorowych mazaków, ktoś zabrał kredki, ktoś inny miał bańki mydlane, ktoś podzielił się swoja porcją daktyli-też słodkie a o ile zdrowsze! Wicia, bardzo praktycznie, zabrała ze sobą trochę ubranek z których wyrosła jej córeczka. Chyba udało nam się wnieść od siebie nieco radości w dolinę Khumbu.

Dalej an szlaku natknąłem się na niezwykłego Nepalskiego chłopaczka. Stał na wielkim głazie z założonymi rękoma i poważna miną.  Wyglądał jak młody gangster- groźnie patrzący z góry na przechodzących turystów. Przymierzyłem się do zrobienia mu zdjęcia… popatrzył na mnie nie zmieniając wyrazu twarzy, po czym przykucnął i wyciągnął w moją stronę zamkniętą rękę.  Podszedłem bliżej i powoli wyciągnąłem otwartą dłoń w jego stronę tak, że znalazła się pod jego dłonią. Spodziewałem się, że jak tylko otworzy pięść na mojej ręce wyląduje jakiś pająk, karaluch no a w najlepszym wypadku tylko żaba. To takie Europejskie myślenie. Od razu spodziewamy się czegoś złego w nieznanej sytuacji!! Mimo tylu treningów duchowych ja też spodziewałem się czegoś złego!!! Jak piękną lekcją było to, co stało się w kilka sekund później… Chłopak otworzył pięść a na moją dłoń posypały się świeże, niesamowicie pachnące…. przyprawy. Goździki, pieprz i jakieś zielone coś czego nie umiem zidentyfikować. Jakie zaskoczenie dla tego głupiego strachliwego mózgu! W ramach podziękowania wyciągnąłem z kieszeni jeden z mazaków i wręczyłem go młodemu „gangsterowi”. Popatrzył na mazak, potem na moją nadal otwartą dłoń z przyprawami, znowu na mazak… następnie sięgnął do kieszeni i dołożył mi jeszcze dwie garstki przypraw… zatkało mnie… gdzieś na końcu świata objawiła mi się ludzka życzliwość a chwilę potem uczciwość. Wszystko z ręki dziesięciolatka z jakiejś małej może bezimiennej wioski w górach…

Reszta trasy przebiegła szybko i spokojnie. Szliśmy łącznie 4-5 godzin a ja miałem czas by pojąć lekcję jakiej udzielił mi świat. Robi się coraz cieplej. Nadal bolą mnie stopy zwłaszcza lewa ale szczęśliwie nie na tyle żeby nie dało się iść…