Everest Base Camp trek- dzień 14

utworzone przez | Lip 2, 2014 | Everest Base Camp Trek | 0 komentarzy

Trzeci dzień spędzony w Kathmandu definitywnie wypędził z nas resztki wysokogórskiego mrozu. Słońce i upał sięgający 30 stopni sprawiają, że wspomnienie beczek z wodą całkowicie skutą lodem, która miała służyć do zalewania „toalety” w ramach spuszczania wody, wydaje się być niemalże nierealne a na pewno bardzo odległe. A przecież minęło ledwie kilka dni. Będąc tu na dole odkrywam, że mróz, wysokość i ogólne warunki sprawiły, iż świadomość tam była nieco odmienna. Jasny był tylko cel i potrzeba marszu na przód. Reszta doznań była na tyle inna, że teraz wydaje się odrealniona- jak sen albo wspomnienie innej osoby. Przecież to tak niedawno było. Zupełnie jak bym nie był tam w pełni obecny. Może jak bym nie do końca był sobą.  Jak by to były doświadczenie widziane innymi oczyma… doświadczane innym Ja.  A może byłem daleko sam od siebie i te doświadczenia pomogły mi do siebie wrócić?! Ciężko powiedzieć. Mam poczucie, że dopiero jak przejrzę zdjęcia i filmy to zobaczę jak tam było „trzeźwym okiem”.

Dwa dni w cieple pozwoliły mi się też prawdziwie wyspać. Pierwszy raz od czasu z przed wylotu z Polski spałem pełnym, głębokim i spokojnym snem- najlepiej od kiedy pamiętam. Zrobiłem też pierwszy trening od dawna. Forma siłowa-fatalna. Kilka pompek i koniec mocy… cóż, taka cena za te niezwykłe doświadczenia. Formę odbuduję a na razie fantastycznie było skomunikować się z ciałem i porozciągać pierwszy raz po całym tym marznięciu.

Nie kończące się zakupy pamiątek i prezentów dla bliskich. Zwiedzania zabytków i świątyni małp. Raczej bez większego wrażenia. Pakowanie i przygotowania do wyjazdu bo za kilka godzin autobus. I tak oto powoli dobiega końca ta przygoda, która wydawała się tak wielka i niezwykła a okazała się zaskakująco „zwyczajna”, bez duchowych rewolucji. Może za wyjątkiem odkrycia… jak to nazwać? Że w zwyczajności i prostocie czynności wykonywanych w takiej drodze kryje się pewna mądrość świata- czasem nie ma co zbyt głęboko szukać, należy być tu  teraz i robić to co jest do zrobienia. To oczyszcza umysł i daje spokój.

A teraz pozwalam sobie na wybiegnięcie z tu i teraz w przyszłość i nie mogę się doczekać momentu mojego powrotu i chwili kiedy przyjdzie mi objąć ukochane mi osoby! Kiedy łapczywie nadrobię tygodnie nieobecności. Chwil, gdy pokażę bliskim co przywiozłem z podróży i opowiem im jak to było iść na piechotę do stóp najwyższej góry świata…